Ładowanie
 

Recenzje: Fotograf przyrody; Królewszczyzna
Nowe Książki, nr 6 2001 r.



CYTAT. Fragment recenzji – Kazimierz Orłoś: Fotograf przyrody. Omówienie albumu Jana Walencika Bobry z zapomnianej Jaćwieży. Źródło: Nowe Książki, nr 6 2001 r.

CYTAT. C. d. recenzji – Kazimierz Orłoś: Fotograf przyrody. Omówienie albumu Jana Walencika Bobry z zapomnianej Jaćwieży. Źródło: Nowe Książkinr 6 2001 r.

 

 

Fotograf przyrody

Kazimierz Orłoś

Starannie wydany, ponadtrzystustronicowy album Bobry z zapomnianej Jaćwieży (w podtytule Wigierski Park Narodowy) jest publikacją zasługującą na szczególną uwagę. Pisze to po obejrzeniu 505 fotografii oraz przeczytaniu komentarzy autora – Jana Walencika, scenarzysty, operatora filmowego i reżysera, którego filmy o polskiej przyrodzie były wielokrotnie nagradzane na festiwalach krajowych i zagranicznych. Jan Walencik jest także znakomitym fotografikiem. Fotograf przyrody – tak nazwano go w nocie na obwolucie, i to określenie, jak mi się zdaje, trafia w sedno.

Przyznam się, że trochę zaniepokoiła mnie dedykacja na tytułowej stronie: Rozkochanym w przyrodzie. Czy czasem nie zapowiada egzaltowanych wynurzeń? Jednak lektura, strona po stronie, znakomite komentarze, precyzyjne opisy, bogata polszczyzna – szybko rozwiały mój niepokój. Przekonałem się, że autor jest nie tylko doskonałym fotografem przyrody, ale też dysponuje ogromną wiedzą na temat fotografowanych miejsc, zwierząt i roślin. O żadnej egzaltacji mowy nie ma. Same konkrety i rzeczowe opisy.

Jan Walencik skupia sie przede wszystkim na fotografowaniu i opisaniu życia bobrów, ale nie tylko. Pierwsza cześć albumu to fotografie Czarnej Hańczy – rzeki przepływającej przez Wigry, historia Jaćwieży i staropruskich plemion, dawnych mieszkańców Suwalszczyzny, zdjęcia wielkiego jeziora i innych, mniejszych jezior w pobliżu, a także zwierząt leśnych, ryb, ptaków i owadów. Oglądamy fotografie z lotu ptaka i zdjęcia podwodne. Zimowe zdjęcia drzew nad Wigrami, zimujących łabędzi i robione pod mikroskopem obrazy wodnego mikroświata, przypominające abstrakcyjne kompozycje malarskie. Uderza olbrzymie bogactwo materiału fotograficznego.

O samym jeziorze Wigry czytamy, że to największe jezioro północno-wschodniej Poslki i drugie w kraju co do głębokości, ma powierzchnię 2186,7 ha, długość 17,5 km, największą szerokość 3,5 km, prawie 60 km niezwykle urozmaiconej linii brzegowej i 18 wysp… Nazwa Wigier pochodzi od jaćwieskiego wingris czy też litewskiego przymiotnika vingrus, co znaczy zygzakowaty, kręty.

Z kompendium na końcu albumu – autorstwa Zdzisława Szkirucia, dyrektora Wigierskiego Parku Narodowego – dowiedzieć się można sporo o samym Parku, między innymi że składa się z ok. 10 tys. ha lasów i prawie 3 tys. ha wód, podlegających ochronie ścisłej lub częściowej, oraz ponad 2 tys. ha terenów rolniczych, na których obowiązuje ochrona krajobrazu. Na ternie wyznaczono 150 km szlaków turystycznych pieszych, rowerowych, konnych (letnich i zimowych). Urządzono ścieżki edukacyjne „Las”, „Suchary”, „Płazy”.

lnformacyjna i faktograficzna część albumu jest wyjątkowo bogata. Jednak na pierwszym planie są bobry, którym Jan Walencik poświęcił chyba połowę zdjęć i komentarzy. Bobry właśnie one od samego początku były dla mnie synonimem wigierskich ostępów – pisze w krótkim wstępie. – Ich ślady i te narzucające się oczom – namacalne, i te mało czytelne napotykałem wszędzie. Niektóre, jak głęboko zarośnięte z wierzchu mchem nory, odkrywałem dopiero, gdy wpadałem po pas w grząską maź mszaru. Żadne inne zwierzęta tak jak te właśnie dwużywiołowe, wodno-lądowe, nie odzwierciedlają tak dobrze podwójnego oblicza tej ziemi. Poznawanie ich prawdziwe skrytego życia stało się na pewien czas moją obsesją…

Oglądamy więc zdjęcia bobrów pod wodą i na brzegach, fotografie żeremi, kanałów, zdjęcia bobrów wędrujących po swoich terenach, budujących tamy na przywigierskich strugach i tnących, potężnymi, pomarańczowymi siekaczami, pnie brzóz. Całe życie tych zwierząt jak na dłoni! Można się jedynie domyślać, ile pracy kosztowało wykonanie tych wszystkich fotografii – jakiej cierpliwości. Ilu długich godzin wystawania na brzegach strumieni i w wodzie. W czasie upałów i mrozów. Podobnie, jak w wypadku kaczek gągołów krzykliwych (które Walencik fotografował nawet w momencie wyrzucania przez matkę piskląt z dziupli, z wysokości kilkunastu metrów, przy czym nic złego małym kaczkom się nie dzieje – zaraz biegną do wody i pływają!) myślałem: jak on to wszystko potrafił sfotografować? Tak jakby bobry były oswojone!

Żeremia. domy bobrów to, jak pisze autor: patyki, polana, gałęzie, trochę błota, szlamu, mułu, torfu… Ściany mają co najmniej pół metra grubości. Ponieważ są szczelnie wypełnione błotem, wewnątrz komory czy nawet kilku komór jest dość ciepło… Patyki i polana w szczytowej części żeremia ułożone są luźniej, co zapewnia niezbędną wentylację. Wewnątrz ośnieżonego kopca zimuje 5, 6, 7, a bywa, że i więcej bobrów… A po co bobry budują kanały? Ważnym powodem jest daleko dostępny żer. Kanał umożliwia transport gałęzi. Najczęściej jednak kanał umożliwia szybką ucieczkę. Dlaczego budują tamy i piętrzą wodę? Powód jest prosty. Koniecznie muszą mieć wejście do swego schronienia pod wodą, przez rodzaj syfonowej nory.

Ostatnie rozdziały albumu – Bobrze, co dalej? i Ku nowym przestrzeniom – to jakby zestaw zdjęć z filmu dokumentalnego. Nadmiar bobrów na terenie Wigierskiego Parku Narodowego spowodował konieczność przesiedlania części tych zwierząt w inne miejsca – odległe nawet o kilkaset kilometrów od rodzinnych sucharów. Ale odbywa się to wszystko planowo, bardzo humanitarnie. Nawet nory i kanały czekają przygotowane na przesiedleńców.

Największą wartość albumu stanowią jednak fotografie. Fotografie przyrody. Niektóre zostają w oczach jak obrazy: Czarna Hańcza fotografowana od źródeł. Wigry o różnych porach roku. Te trochę landszaftowate nawet, jak seria zdjęć jeziora o zachodzie słońca, i te posępne wiosenne i jesienne Wigry. Także te robione pod wodą i pod mikroskopem i przypominające kompozycje abstrakcyjne – wodorostów i glonów. Gałązek i sopli lodowych. Dna potoków z rozdziału Zielone tunele, zaskakująco malarskie, jak te oznaczone numerami 384 i 385. Lasu: jaćwieskiego matecznika, lasu zimą, jaćwieskiej tajgi. Zdjęcia zwierząt: wilka. łabędzi, zimorodka, jaszczurki zwinki, owadów, ryb. Wspaniałe zdjęcia muchówki, pająka czy granatowych świtezianek na zielonych, cienkich trzcinach budzą podziw. Są znakomite.

Na jeszcze jedno warto zwrócić uwagę. Na bogactwo języka. Kiedy Jan Walencik pisze o nieprzebranym bogactwie form wodnego mikroświata i wylicza: sinice, okrzemki, bruzdnice, zielenice, pierwotniaki, wrotki, nicienie, skorupiaki, a także gdy pisze o wioślarkach, widłonogach, małżoraczkach lub gdy opisuje zdjęcia roślin i mówi o żurawinie, borówce bagiennej, modrzewnicy, bagnicy torfowej, bobrce trójlistnej, czeremieniach błotnych – rosiczce okrągłolistnej i rosiczce długolistnej – wszędzie tam przypomina o bogactwie polszczyzny. W jednym miejscu wyjaśnia etymologię słowa Wigry, gdzie indziej tłumaczy określenie suchar – nazwy małych, puszczańskich jezior, słowa zapewne pochodzącego od litewskiego przymiotnika sausas, co znaczy suchy. Być może „suche” jezioro znaczy także „karłowaciejące – wysychające” albo „puste – bez ryb – pisze przy okazji. Pło, czyli mszar torfowcowy – czytamy – złożony głównie z mchów torfowców, pokrywa prawie cały brzeg sucharu

Krótko mówiąc: Jan Walencik znakomicie posługuje się barwną i bogatą polszczyzną. Zarówno wtedy, gdy przypomina zapomniane słowa i wyjaśnia ich znaczenie, jak i wówczas gdy pisze, że kamienie w potoku pokryte są cienką plechą osobliwego krasnorostu. Lub gdy daje tytuł: Czas świtezianek.

Edukacyjna wartość albumu Bobry z zapomnianej Jaćwieży – o czym również warto pamiętać – jest oczywista. Myślę, że tę piękną księgę o przyrodzie Suwalszczyzny powinna mieć każda biblioteka szkolna. Dla młodych ludzi, którzy interesują się przyrodą i życiem zwierząt – materiał przebogaty i cenny! Nie tylko dla starych rozkochanych w przyrodzie, ale przede wszystkim, jak sądzę, dla tych, którzy dopiero zaczynają poznawać świat. l dostrzegać urodę przyrody.

Jan Walencik

BOBRY Z ZAPOMNIANEJ JAĆWIEŻY
Wigierski Park Narodowy. – Warszawa: Muza SA, 2001. – 307 s. : il. kolor. : 32 cm

CYTAT. Tekst z Nowych Książek, nr 6 2001 r.



CYTAT. Recenzja – Marta Głaz-Robaczko: Królewszczyzna. Omówienie książki Jana Walencika Puszcza Białowieska, z serii Tego nie ma w podręcznikuku. Źródło: Nowe Książkinr 6 2001 r.

CYTAT. Biogram – Małgorzata Borczak: Jan Walencik. Sylwetka autora na tylnej stronie okładki numeru Nowych Książek (wewnatrz numeru 3 artykuły na jego temat). Źródło: Nowe Książkinr 6 2001 r.

 

 

 

ŚWIAT NA FOTOGRAFII

Królewszczyzna

Tego nie ma w podręczniku – zapewnia wydawca w tytule serii i nieco mija się z prawdą, bo treści, które zawierają tomiki, można znaleźć w różnych podręcznikach, tyle tylko, że w ujęciu niezbyt atrakcyjnym. Puszcza Białowieska Jana Walencika jest nowym tego dowodem. Zwięzłym tekstem, nasyconym mnóstwem informacji, i zbiorem niepospolitych fotografii autor pozwala dojrzeć w ogromnym lesie to, co w szkolnych podręcznikach pozostaje martwe albo mało ciekawe. A że daje w książce wyraz osobistym poglądom, czytelnik podąża nietypową ścieżką edukacyjną. W szkolnej tradycji przy każdej okazji powtarza się, że przyrodę należy szanować, by zachować ją dla przyszłych pokoleń. Jan Walencik podważa to ograniczone i egoistyczne podejście do naturalnego otoczenia człowieka. Spróbujmy myśleć inaczej – pisze – zachowajmy puszczę ku chwale natury; gdy ona będzie silniejsza, i my będziemy mieli skąd czerpać siły.

W kolejnych rozdziałach tego syntetycznego opracowania przytaczane są argumenty przemawiające za stanowiskiem autora, który przemierza prastary las z kamerą od blisko dwudziestu lat. A więc: Puszcza Białowieska jest tym, czym jest, czyli największym w Europie dziewiczym lasem nizinnym dzięki temu, że w znikomym zakresie wtrącał się w jej życie człowiek. Tylko tu zachowało się wiele gdzie indziej nie spotykanych już roślin i zwierząt. Dla przykładu – osiemnaście gatunków ptaków wpisanych do polskiej czerwonej księgi – m.in. gągoł, kania rdzawa, gadożer; duże czworonogi – żubr, ryś, wilk. W tym jednym leśnym skupisku występuje około dziewięciu tysięcy gatunków owadów i prawie trzy tysiące gatunków grzybów, przy czym najprawdopodobniej nie wszystkie jeszcze odkryto.

Obserwacja tak potężnego organizmu uczy, że najlepsze, co możemy ciągle dlań robić, to zostawić go w spokoju. Owo chwalebne zaniechanie chroniło białowieskie ostępy w ciągu wieków. Nie tylko ono, bo przez parę setek lat była to puszcza królewska, której władcy dbali, by bujne środowisko zapewniało dobry stan zwierzynie łownej. Teraz to także królewszczyzna, ale wbrew temu, co w pierwszym odruchu chce sie powiedzieć, nie nasza, lecz natury.

W tej krótkiej opowieści o lesie zdjęcia i tekst idealnie współgrają. Trochę w tym wszystkim baśniowego nastroju, bo bory ciemne, knieje przepastne tylko w baśniach wciąż trwają.

Marta Głaz-Robaczko

Jan Walencik

PUSZCZA BIAŁOWIESKA
Wrocław: Wydaw. Dolnośląskie, 2001. – 48 s.: il. kolor. : 25 cm. – (Tego nie ma w Podręczniku)

CYTAT. Tekst z Nowych Książek, nr 6 2001 r.


Jan Walencik

Mieszka w Białowieży. Urodził się w 1955 roku w Kazimierzu nad Wisłą. Jako nastolatek postanowił, że będzie wykonywał zawód związany z przyrodą, ale nie umiał jeszcze skonkretyzować swoich planów. Próbował zajmować się chemią, lecz po paru wybuchowych doświadczeniach rodzice odciągnęli go od tych zamiłowań. Fotografowanie okazało się znacznie bezpieczniejszą pasją. Pierwsze widoki młody autor uwieczniał z sentymentem wspominaną Smieną 8. W liceum odkrył świat filmów i książek Włodzimierza Puchalskiego. Od tamtej pory, podobnie jak autor Bezkrwawych łowów, chciał być popularyzatorem wiedzy o przyrodzie. Dydaktyczne umiejętności jej przekazywania zdobył na studiach pedagogicznych; w dziedzinie filmu i fotografii jest natomiast samoukiem.

W 1983 roku Jan Walencik podjął współpracę z redakcją edukacyjną TVP (wcześniej związał się na stałe z popularnym Zwierzyńcem). Od tamtego czasu razem z żoną Bożeną realizuje dla telewizji filmy przyrodnicze. Do chwili obecnej państwo Walencikowie mają w dorobku ponad czterdzieści różnych form filmowych, w tym dwa godzinne dokumenty – Ostatnie lasy i Wody śródlądowe, dużą produkcję przygotowaną w ramach ośmioodcinkowego międzynarodowego serialu Żyjąca Europa. Niemal za każdy film uzyskali główne nagrody na różnych festiwalach. Ważnym momentem w pracy tej pary realizatorów (jednocześnie wydarzeniem w dziejach TVP) był pięcioodcinkowy serial Tętno pierwotnej puszczy, niezwykle oryginalna i przesycona osobistym tonem opowieść o Puszczy Białowieskiej. Na kanwie filmu powstał pierwszy obszerny album fotograficzny Jana Walencika (1997) wyróżniający się na tle dotychczasowych książek o polskiej przyrodzie sposobem kompozycji i bardzo pomysłową narracją. Rok później w podobnej konwencji edytorskiej wydano tom zatytułowany Dolina nieujarzmionej rzeki. Tym razem fotograf odkrywał przed czytelnikami tajemnice Biebrzańskich Bagien. W najnowszej publikacji pt. Bobry z zapomnianej Jaćwieży autor starannie penetruje inny zakątek północno-wschodniego trójkąta Polski, Wigierski Park Narodowy. Do stale obecnego w swej pracy motywu Puszczy Białowieskiej wraca w niewielkim tomiku z serii Tego nie ma w podręczniku. W druku jest Żywioł wody, piasku i wiatru, kolejny duży album, tym razem o Słowińskim Parku Narodowym. Najbliższa realizacja to piętnastoodcinkowa Saga o prastarej puszczy i wieloksiąg Jana Walencika ukazujący życie różnych leśnych organizmów niejako z ich własnej perspektywy. Dominującą cechą dotychczasowych prac obojga autorów jest spontaniczny, niepospolity zachwyt naturą i chęć dzielenia się radością z jej podglądania. Praca nad albumami jest powodem szczególnej satysfakcji pana Jana. O ile bowiem na film składają się dokonania wielu osób, o tyle fotografia – jak sam mówi – jest jego własnym, niezależnym, najbardziej prywatnym światem.

M. B.

CYTAT. Tekst z Nowych Książek, nr 6 2001 r.